Moja śp. Babcia kolekcjonowała kiedyś wielotomowe encyklopedie PWN. Takie w zielonych, dostojnych okładkach, z równie dostojnymi ilustracjami i rycinami. Podchodziła do tego z wielką pasją, zamawiając korespondencyjnie każdy tom (a było ich niemało - bo koło 40, a może i jeszcze więcej), każdą literkę i każde uzupełnienie tematyczne. Rozpakowywanie nowego tomu było niczym święto, a rosnąca kolekcja była ozdobą jej wieloletniego kredensu, pamiętającego czasy Sanacji. Zapewne wydała też na to niemałe pieniądze. Cel był jednak wiekopomny - zostawić coś na pokolenia, przecież wielotomowa, dostojna encyklopedia jest symbolem statusu każdego domostwa. Będzie też służyła lata, jeśli nie pokolenia, domownikom i ich młodocianej szarańczy.Notatnik chłopaka, mężczyzny, 25+, warszawiaka (acz nie od urodzenia), cynika, homoseksualisty, wiecznego singla, pracownika umysłowego, humanisty, niestabilnego emocjonalnie, wrednego, aspirującego, czasem bełkotliwego. Niegdyś "Warszafka Homoseksualna", dziś tylko Warszafka. Warszawa to bowiem stan umysłu, nie miejsce urodzenia.
czwartek, 3 stycznia 2013
2013
Moja śp. Babcia kolekcjonowała kiedyś wielotomowe encyklopedie PWN. Takie w zielonych, dostojnych okładkach, z równie dostojnymi ilustracjami i rycinami. Podchodziła do tego z wielką pasją, zamawiając korespondencyjnie każdy tom (a było ich niemało - bo koło 40, a może i jeszcze więcej), każdą literkę i każde uzupełnienie tematyczne. Rozpakowywanie nowego tomu było niczym święto, a rosnąca kolekcja była ozdobą jej wieloletniego kredensu, pamiętającego czasy Sanacji. Zapewne wydała też na to niemałe pieniądze. Cel był jednak wiekopomny - zostawić coś na pokolenia, przecież wielotomowa, dostojna encyklopedia jest symbolem statusu każdego domostwa. Będzie też służyła lata, jeśli nie pokolenia, domownikom i ich młodocianej szarańczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)