Spotykam się czasem z tymi radosnymi tekstami.
„Czemu ty właściwie kogoś nie masz? Przecież jesteś całkiem <tu wstawić
odpowiednie miłe określenie: inteligentny, ogarnięty, dojrzały, nie taki patologiczny na jakiego wyglądasz>”. Faktycznie, to bardzo poważny argument by
kogoś mieć.
Mam wrażenie, że przeważający procent
pedalskich związków (zapewne i z 80%) opiera się na posiadaniu kogoś do
pokazania się w towarzystwie (klubie dajmy na to), stałym partnerze seksualnym
(ważna sprawa), czy wspólnych zakupach (nowy szaliczek to ważna sprawa także).
Spotyka się zatem dwóch miłych chłopców (nie jestem miły, bynajmniej), którzy decydują się być
razem. W końcu wśród miłych chłopców jest zawsze miło. Bez zbędnej refleksji następuje pakowanie się w relację, która nie do końca ma wyznaczony kierunek. Lub tym kierunkiem jest równia pochyła.
Widzę to podczas rozmów z osobami, które się niedawno rozstały.
Okazuje się, że niewiele one wiedzą o swoich (byłych) partnerach. Troszkę
ogólników, troszkę rzeczy które można spostrzec już po jednonocnej randce.
Jak napisałem w jednej z poprzednich, nieco
chaotycznej, notce związek to coś więcej niż chłopiec do towarzystwa. Jeśli
zaczyna się poważnie zakładać możliwość utworzenia statusu związku, nie można zaczynać
poszukiwań z myślą o poszukiwaniu kogoś wyłącznie w celu zagaszenia uczucia samotności. A tak właśnie robi większość.
Szukamy pasji i intrygującej nowości, nawet
jeśli ma być na pograniczu patologicznej relacji. Nie ciepłego ciałka koło
siebie.
Ps. chciałbym się znowu zauroczyć...
Ps. chciałbym się znowu zauroczyć...