niedziela, 25 listopada 2012

Wszyscy jesteśmy wieśniakami


Wyobraź sobie, że mieszkasz w małej wsi. Ot, 5 000 mieszkańców. Każdy zna każdego, chodzicie co niedziele do tego samego klu.. ups, kościoła. Czasem wszystkie stare baby (najbardziej opiniotwórcza grupa na wsi!) plotkują o kimś. Olaboga! Przecież ona zaszła w ciążę z tym i tym, pojechała do miasta zrobić sobie aborcje! Olaboga, przecież on tak bezpruderyjnie żyje, jak tak można? Olaboga, przecież ona się spotkała z nim, pewnie dlatego, że ma 10 hektara pola do oddania!


Oczywiście wspomniana ONA/ON nie ma nic do powiedzenia w owej sprawie, staje się celem ostracyzmu całej społeczności. Każdy o niej mówi przy sklepie! Każdy ma już zdanie na ten temat. A skoro tak mówią na wiosce, to musi być prawda.

Zakres tematów na takiej 5 000 wsi jest w sumie bardzo mały. Wszyscy zajmują się generalnie podobnymi rzeczami (bardziej jednak rolnictwem niż obcinaniem włosów i modelingiem ;) ). Ciężko o większą oryginalność. Także liczba osób darzona powszechnym szacunkiem jest niewielka. Każdy umie wskazać za to kto jest pijakiem, kto robi TO bez ślubu, kto ma zbyt duży majątek, kto jest wrogiem całej wsi, kogo się nie lubi. Uf.

Wyobrażacie sobie to? Jak żyć w takiej małej społeczności?
Więc tak właśnie wygląda życie geja w Warszawie.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Lukasz pisze...

Ja się nie zgodzę :P jestem Warszawskim gejem i uważam że jeśli sam nie wstąpisz do tej "wsi" nikt nie będzie cię osądzać :P

Nhitto pisze...

Ten post burzy całkowicie moją wizję dużego miasta jako gejowskiej mekki. Czyżbym idealizował? Nie wiem.

Och, powiem Ci, że ciekawie piszesz. Trafne komentarze do rzeczywistości homo/hetero okraszone dobrym humorem. Lubię i dodaję do zakładek.


Pan Bambuko pisze...

Hm... no więc g... prawda, że "warszawa" to stan umysłu...
Stan umysłu 90% przyjezdnych 'ciotencji' (w ogromnej większości sa to zakompleksione do bólu tzw "słoiki" idealizujące stolicę na swój własny sposób) to permanentna mentalna (!) wiocha i substandardy, introdukowane następnie na tenże warszawski grunt; No, a że wzorców innych tacy nie znają, porównania nie mają, zaczyna wydawać im sie ze ... właśnie! ze taką jest oto 'warszawka' jak ich wyobrażenie o tej "zmitologizowanej" już aglomeracji; w efekcie owo ICH odrealnione wyobrażenie, ów stan umysłu, próbują uskuteczniać w zamkniętych, klaustrofobicznych (na podobieństwo wioski właśnie!) enklawach/gettach, sub-srodowiskowych a la Utopia i innych - pełnych oderwanych od swiata osobników, "ludzi mediów" ciotek-modelek, nawiedzonych, abstrakcyjnych (sic!) 'pseudoartystek' etc, których brak oryginalności i pomysłu na siebie, samego staje się (o paradoksie) karykaturalnym często sposobem na 'zaistnienie'...
Tak zatem standardy wioski staja się "warszawką" (nie mylić z warszawą) - co zalecam na spokojnie do przemyślenia, przetrawienia szczególnie autorowi tego bloga i jemu podobnym;

A wszystko przez te nieszczęsne, niepotrzebne kompleksy, urazy etc...