niedziela, 20 maja 2012

Czy nadal potrzebujemy Utopii?

Jasna 1 - ostatnia wizyta
W odległych latach 2000'ych (czyli w zeszłym dziesięcioleciu - jakby na to nie patrzeć!!) powstał w warszawskim śródmieściu klub. Adres Jasna 1 zarezerwowany był od tej pory dla klubu Utopia. Co było w nim niezwykłego? Wcześniej gejowskie kluby były swoistymi gettami, zamkniętymi i oddalonymi od głównego nurtu klubowania. Zapytajcie dzisiejszych 40 latków, jak ciemnymi zakamarkami i wstępem na hasło trafiali do ówczesnych lokali. Nagle ona - Utopia, robiona na zachodnią modłę otworzyła się nie tylko dla klientów, ale także celebrytów, imprezujące miasto, dobrą muzykę graną przez najlepszych. Stała się POPULARNA, a chodzenie bawić się z gejami zaczęło być fajne i mile widziane w kręgach celebryckich. Była też zawsze robiona na wysoki połysk, w jasnym świetle parkietu czuło się tam miło i swobodnie, a nie niczym w ciemnej gettowej norze. Aż wszystko się skończyło, dwa lata temu - klub zamknięto.

Co się stało przez te dwa lata? Wiele. Gdyby powiedzieć jeszcze parę lat temu, że tłumy będą pić piwo z tekturowego kubka pod dworcem kolejowym, zapewne byłoby to tylko absurdalnym dowcipem. Albo, że najpopularniejszą miejscówką jednego z sezonów letnich będzie rozpadająca się kamienica na Mokotowskiej. Imprezy stały się zdecydowanie bardziej otwarte, przyjazne i wszechobecne. Zachodni atak hipsteriady spowodował, że styl zabawy poszedł w wielu różnych kierunkach, stał się urozmaicony. Mnóstwo kolektywów, organizacji i osób zaczęło robić własne imprezy w mniej lub bardziej spodziewanych miejscach, które rządziły się własną, naturalną selekcją. Bez pana na bramce tworzyły odpowiednią, dobrze dograną grupę do zabawy. Zmieniła się stylówka młodzieży i tych nieco starszych. Zaczęła się zlewać, a dziś ciężko nieraz poznać straight or gay?

Wreszcie, dużo stałych bywalców Utopii dojrzało. Tak, 2 lata to całkiem spory okres na zmiany. Znajomy, niegdyś coweekendowy bywalec starej Utopii, napisał na FB podczas rozmowy o nowej U, że "dorósł". Dotarło do niego, że te setki osób poznane przez niego w U, nie miały nic wspólnego z prawdziwymi znajomymi. Mit rzekomej wspólnoty klubu prysł, gdy okazało się, że z dziesiątkami ludzi nagle nie utrzymujesz już żadnego kontaktu i właściwie możesz ich pocałować w dupę. Jak pisał dalej, "wierne fanki kiedyś się "skończą klubowo" a warszawa ostatnio tętni życiem w klimacie miejsc stylizowanych na zachodni niszowy styl lifestylowy. Zobacz taki Londyn - wszystkie "gay places to be" nie mieszczą się już na Soho a na East London i mają zupełnie inny charakter . Ale to subiektywna obserwacja z perspektywy tego co w moim odbiorze jest fajne".

Uwielbiałem Utopię. Nie będę kłamał. Na ściance w mieszkaniu mam przypięty ostatni rachunek, z ostatniej mojej imprezy tam (14 zł, wydane o 4:00 na piwo). Doceniałem (i doceniam) ją za naprawdę dobre imprezy, organizowane na wysokim poziomie. Za to, że czułem tam się luźno i swobodnie. Nie zrobiłem jednak z otwarcia "nowej" Utopii wielkiego wydarzenia. Wolałem poszlajać się po mieście, zaliczając tego samego wieczora Soho, Muzeum Neonów czy Zachętę. I spędzić czas z jedną osobą, niż poocierać się o 50. Wyrosłem chyba, z robienia wyjścia do klubu wielkim eventem nocy. Na koniec stanąłem jednak i pod bramką klubu, poinformowany miło przez selekcjonera, że trzeba będzie nieco poczekać (ah te tłumy!). To miała być taka opcja na after-pomuzeowy. Obserwacja nie była jednak miła, wiek klienteli poszybował nieco w górę, pod ścianką sponsorską przeciskali się 40-paro letni celebryci fryzjerzy-tancerze-projektanci.  To już bardzo subiektywna ocena, ale większość osób wydała się tam... skrajnie nudna. Jak z tego samego katalogu: koszula - pasek.z.logo - lakierki. Typ pracownika InwestBanku, który raz na tydzień lubi "poszaleć". Czy ktoś przegapił małą stylową rewolucję? Poczucie indywidualności? Wszystko polane wszechobecnym klepaniem się po dupciach, w rytm "fajnie jest". Większość towarzystwa stanowili zatem ludzie którzy raczej "bywają" niż się bawią. Tłumy mnie zniechęciły na tyle, że obranie kursu na najbliższą stację Metra było najlepszą opcją.

Więcej miłych, wyluzowanych i dobrze wyglądających chłopców (orientacji wszelakiej) można było spotkać ten nocy chociażby na Placu Zabaw. Ba, więcej moich znajomych znalazło się właśnie tam. Rozumiem jednak taki "target" klubu. Miejsce ma zarabiać pieniądze, a nie tylko ładnie wyglądać.

Reasumując. Czy nadal potrzebne nam takie miejsce jak Utopia? Jeśli ktoś lubi coś udowadniać światu i sobie - owszem. Jeśli ktoś lubi dobrą klubową muzykę w sterylnych warunkach - także. Jeśli Twoja ekspresja imprezowa jest na poziomie M. Szpaka lub jesteś mniej męski niż Edyta Górniak - pewnie też. Ale czy nadal potrzeba miejsca, które będzie jedynym, gdzie można się chronić i czuć swobodnie? Czy też obecnie swobodnie można czuć się w dziesiątkach innych? Czy Utopia nie jest już tylko cieniem siebie z lat świetności, a wcale nie potrzeba miejsca które uczyło by Warszawę jak się bawić? To już pytanie otwarte.

Jeszcze 2-3 lata temu Utopia była dla wielu jedyną opcją w Warszawie, gdy myślało się o dobrej zabawie. Dziś, jest tylko jedną z wielu możliwości do wyboru. I taką pozostanie.
Do zobaczenia Utopio za jakieś 1 - 1.5 miesiąca. Gdy wszyscy już pobłyszczą i się polansują, można będzie bezpiecznie odwiedzić. Na razie nie czuje by to miał być znowu "mój" klub, chociaż na pewno będzie najlepszym "branżowy" lokalem w tym kraju.

czwartek, 10 maja 2012

Czemu lepiej być przystojnym niż ładnym, oraz inne o urodzie

"Jestem niski i brzydki" przeczytałem. Może by to była trafna samokrytyka, gdyby nie mówił tego chłopiec ze wzrostem dokładnie 183 i na prawdę ładną, fotogeniczną buzią. Chodziło oczywiście mu o to, że "nie będę modelem". Więc zapewne jestem niski i brzydki...
Fashion Weeki, K Magi i Top Model poprzewracało młodzieży kanon urody. Teraz, by być ładnym trzeba być modelem. W innym przypadku, należy się pogrążyć, zamknąć w sobie i narzekać. W końcu albo jest się brzydkim, albo modelem, nie ma nic przejściowego.
Oczywiście, wszystko to w czasach gdy więcej osób ma własną "agencję" niż studia, a modelowanie stało się bardziej popularne niż picie Frugo. Co tylko potęguje w nich poczucie "brzydoty".

Całkiem poważnie, to niezły problem. Działanie durnych, wygórowanych i mediowych wzorców na młode acz chłonne główki. Niczym anorektyczni mówiące "jestem za gruba" nie jeden chłopiec i dziewczynka mówi "nie jestem ładny, brakuje mi tak wiele do modela z agencji X".

Z całkiem innej beczki, zawsze uważałem, że korzystniej być PRZYSTOJNYM, niż ŁADNYM. Nawet tylko średnio przystojnym, bez ekscesów. Bycie ładnym mija, bardzo szybciutko nieraz. Ładny młodzieniec obudzi się w wieku 2X lat z ręką w nocniku, odkrywając, że jego urok gdzieś prysł. Wszelkie kokieterie urodą nie będą już miały sensu bycia. Bycie przystojnym to perspektywa dobrego samopoczucia na znacznie dłużej...