Lata lecą, a pewne rzeczy się nie zmieniają.
Na ten przykład, zestaw plotek na mój temat, od paru lat niezmienny. Trwa, niczym rządy w SLD, Pawlak w mediach, burdel na placu Defilad.
Aczkolwiek. Chociażby te, że mam co tydzień nowego nastolatka w łóżku - mogłyby być w sumie prawdziwe. Tyle bym z nich chociaż miał.
Notatnik chłopaka, mężczyzny, 25+, warszawiaka (acz nie od urodzenia), cynika, homoseksualisty, wiecznego singla, pracownika umysłowego, humanisty, niestabilnego emocjonalnie, wrednego, aspirującego, czasem bełkotliwego. Niegdyś "Warszafka Homoseksualna", dziś tylko Warszafka. Warszawa to bowiem stan umysłu, nie miejsce urodzenia.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
Ja nie jestem z TYCH chłopców!
Znacie ten typ?
Konta na wszystkich portalach randkowych, w nich zdjęcia profilowe z gołym brzuchem, klatą (a czasem i dupą, bo czemu by nie). Nie pornografia, to nie typ "szukam na seks" - ale raczej ostra erotyka. Na Facebooku zdjęcia podobnego sortu, zamiłowanie do sesji w bieliźnie, albo samych spodniach. Ogólnie typ krzyczący sobą "i'm a slut".
Erotyczna poza idąca w parze z ubogim słownictwem, problemami w budowie zdań wielokrotnie złożonych. I nagle podczas wymiany zdań wielkie pretensje "ja nie z tych! za kogo mnie masz!". Tak dla kontrastu, do prezentowania pośladków na portalu randkowym.
Za kogo Cię mam? Mój drogi - mam Cię dokładnie za tego jakie image kreujesz. Wybacz, że nie doszukuje się w Tobie nic więcej.
Konta na wszystkich portalach randkowych, w nich zdjęcia profilowe z gołym brzuchem, klatą (a czasem i dupą, bo czemu by nie). Nie pornografia, to nie typ "szukam na seks" - ale raczej ostra erotyka. Na Facebooku zdjęcia podobnego sortu, zamiłowanie do sesji w bieliźnie, albo samych spodniach. Ogólnie typ krzyczący sobą "i'm a slut".
Erotyczna poza idąca w parze z ubogim słownictwem, problemami w budowie zdań wielokrotnie złożonych. I nagle podczas wymiany zdań wielkie pretensje "ja nie z tych! za kogo mnie masz!". Tak dla kontrastu, do prezentowania pośladków na portalu randkowym.
Za kogo Cię mam? Mój drogi - mam Cię dokładnie za tego jakie image kreujesz. Wybacz, że nie doszukuje się w Tobie nic więcej.
Typ "fryzjer - ja nie z tych". Dla mnie zawsze jest taki sam. Więc wiesz, trzeba ich sposobem. Niby jedno piwo na mieście, zamienia się w dwa. Później proponujesz trzecie u siebie. I już koniec - opowiada w rozmowie znajomy autora bloga.
niedziela, 25 listopada 2012
Wszyscy jesteśmy wieśniakami
niedziela, 30 września 2012
Marketing rekomendacyjny
Więc powiedział "Nie spotykaj się z nim". Chociaż, właściwie to stwierdził "Jak się z nim spotkasz to Cię nie znam"
Pozytywne plotki na swój temat zawsze spoko ;) Pozdrawiam!
- Ten Twój ostatni status, co Ty masz za znajomych? Weź, co za ludzie
- Pedałów
wtorek, 18 września 2012
Skromność
Jeśli zapytacie mnie jednak, czego brakuje mi w polakach, a co można dostrzec u ludzi z zagranicy, odpowiem bez wahania: skromność.Chyba każdy z Was spotkał się z poczuciem, że ktoś uważa się za lepszego od Ciebie. Sytuacje mogą być różne. Podczas rozmowy w klubie, podczas kosza z podrywu, rozmowy na internetowym randkowym portalu, w klubie z vipem, a i nawet w sklepie kupując lepsze ubrania.
Zjawisko "wyżej sram, niż dupę mam" jest nie do końca zbadane. Czasem, faktycznie, są to osoby ładniejsze od ogółu. Zapominają jednak, że uroda to nie jedyny miernik. Czasem lepiej im się powodzi, albo mają więcej znajomości, to też jakiś argument. Ale jeszcze w innych wypadkach, już całkiem nie wiadomo skąd to poczucie. Ani to, to ładne, ani bystre - a uważa się za półboga. Co także ważne, uważa, że wie wszystko najlepiej i nie można z nim argumentować. Własna agencja, lepsza praca, praca w tej a nie innej branży, wiek o 5 lat mniejszy niż rozmówcy, wyimaginowany wspaniały wygląd, poczucie iż się na czymś zna lepiej niż wszyscy itp.
Wiele przypadków "wyżej sram" buduje także w koło siebie swoistą otoczkę "groupies" które potwierdzają ich (lub potwierdzają się wzajemnie) w poczuciu zajebistości. Do tego poczucia nie trzeba już wtedy wiele, starczą podpisy pod zdjęciem "wyglądasz jak zawsze zajebiście" i 20 lajków.
Co ciekawe, podobny problem nie występuje, gdy rozmawiam (spotykam się) z kimś z zagranicy. Nawet zjawiskowi chłopcy są grzeczni, uprzejmi i właśnie - skromni. Wiedzą także, że jeśli są od kogoś ładniejsi, ten ktoś może być od nich mądrzejszy. Jeśli są mądrzejsi, nie będą wszystkim udowadniać swojej wyższości.
Jak powiedział (mniej więcej ;) ) kiedyś mój znajomy:
Kiedyś każdy znał się na czymś jednym dobrze. Nawet jedna, skromna sprzątaczka (dozorczyni, gospodarzowa, kamerdyner) znała się doskonale na swojej pracy, osiągała w niej ideał, przykładała się do niej i szanowała ją.Teraz każdy zna się na niczym, a wydaje mu się, że zna się na wszystkim... Zapytacie czy i ja nie popadłem w tą pułapkę? Ale to już temat na całkiem inny post.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Podrywanie Najładniejszych to kretynizm
- Tak, tak. Ja to wiem. Podrywasz tych wszystkich najładniejszych chłopców w mieście, by później narzekać jacy to oni w gruncie rzeczy głupi. A tak na prawdę chciałbyś ich przelecieć...
- To nie tak. Widzisz. My - przeciętni geje - żyjemy wyobrażeniami, że znajdziemy sobie pięknego chłopca (przysłowiowy "model"), który jednocześnie zauroczy nas intelektem i osobowością. Oraz, co oczywiste, będzie nam wierny po kres.
Później dochodzimy do tego, że takie coś, to tylko jeden wielki oksymoron, a takie rzeczy po prostu nie istnieją.
Podrywanie chłopców z własnymi LikePage to niemal akt desperacji, pod tytułem "niechaj się znajdzie ładny i bystry". Najczęściej się nie znajduje, a z takich frustracji rodzą się bohaterowie "Samotnego Mężczyzny". Cóż bowiem złego w tym, że szuka się nieistniejącego ideału?
poniedziałek, 16 lipca 2012
Czemu ludzie zostają dupkami?
Załóżmy, że nie ma ludzi złych z natury. Czy też dobrych. Każdy jest biała kartką, a charakter kształtują jego żyjcie (dla intelektualsów: tabula rasa, renesans, John Locke).
Charakter kształtują więc doświadczenia. Dziecko wychowane w rodzinie będącej niemal komunistycznym reżimem będzie zdyscyplinowane i zamknięte w sobie. To samo dziecko wychowane przez dwoje nowobogackich zostanie rozwydrzonym bachorem, ale może i otwartym na świat zdobywcą.
Charakter kształtują więc doświadczenia. Dziecko wychowane w rodzinie będącej niemal komunistycznym reżimem będzie zdyscyplinowane i zamknięte w sobie. To samo dziecko wychowane przez dwoje nowobogackich zostanie rozwydrzonym bachorem, ale może i otwartym na świat zdobywcą.
wtorek, 3 lipca 2012
Głupi mają łatwiej
Na jednych z moich Uniwersyteckich zajęć (królestwo za pamięć jakie to były zajęcia, najprawdopodobniej jednak coś o kulturze współczesnej) wykładowca przytaczał pewną powiastkę. Dotyczyła ona szczęśliwiej ryby, która żyła w morzu, nieświadoma przecież iż do egzystencji potrzebna jej woda, a w konsekwencji, że może jej kiedyś zabraknąć. Dopiero wyrzucona na brzeg, razem z nagłym przypływem, uświadomiła sobie istnienie wody i potrzebę bycia ciągle w tym środowisku.
niedziela, 20 maja 2012
Czy nadal potrzebujemy Utopii?
![]() |
| Jasna 1 - ostatnia wizyta |
Co się stało przez te dwa lata? Wiele. Gdyby powiedzieć jeszcze parę lat temu, że tłumy będą pić piwo z tekturowego kubka pod dworcem kolejowym, zapewne byłoby to tylko absurdalnym dowcipem. Albo, że najpopularniejszą miejscówką jednego z sezonów letnich będzie rozpadająca się kamienica na Mokotowskiej. Imprezy stały się zdecydowanie bardziej otwarte, przyjazne i wszechobecne. Zachodni atak hipsteriady spowodował, że styl zabawy poszedł w wielu różnych kierunkach, stał się urozmaicony. Mnóstwo kolektywów, organizacji i osób zaczęło robić własne imprezy w mniej lub bardziej spodziewanych miejscach, które rządziły się własną, naturalną selekcją. Bez pana na bramce tworzyły odpowiednią, dobrze dograną grupę do zabawy. Zmieniła się stylówka młodzieży i tych nieco starszych. Zaczęła się zlewać, a dziś ciężko nieraz poznać straight or gay?
Wreszcie, dużo stałych bywalców Utopii dojrzało. Tak, 2 lata to całkiem spory okres na zmiany. Znajomy, niegdyś coweekendowy bywalec starej Utopii, napisał na FB podczas rozmowy o nowej U, że "dorósł". Dotarło do niego, że te setki osób poznane przez niego w U, nie miały nic wspólnego z prawdziwymi znajomymi. Mit rzekomej wspólnoty klubu prysł, gdy okazało się, że z dziesiątkami ludzi nagle nie utrzymujesz już żadnego kontaktu i właściwie możesz ich pocałować w dupę. Jak pisał dalej, "wierne fanki kiedyś się "skończą klubowo" a warszawa ostatnio tętni życiem w klimacie miejsc stylizowanych na zachodni niszowy styl lifestylowy. Zobacz taki Londyn - wszystkie "gay places to be" nie mieszczą się już na Soho a na East London i mają zupełnie inny charakter . Ale to subiektywna obserwacja z perspektywy tego co w moim odbiorze jest fajne".
Uwielbiałem Utopię. Nie będę kłamał. Na ściance w mieszkaniu mam przypięty ostatni rachunek, z ostatniej mojej imprezy tam (14 zł, wydane o 4:00 na piwo). Doceniałem (i doceniam) ją za naprawdę dobre imprezy, organizowane na wysokim poziomie. Za to, że czułem tam się luźno i swobodnie. Nie zrobiłem jednak z otwarcia "nowej" Utopii wielkiego wydarzenia. Wolałem poszlajać się po mieście, zaliczając tego samego wieczora Soho, Muzeum Neonów czy Zachętę. I spędzić czas z jedną osobą, niż poocierać się o 50. Wyrosłem chyba, z robienia wyjścia do klubu wielkim eventem nocy. Na koniec stanąłem jednak i pod bramką klubu, poinformowany miło przez selekcjonera, że trzeba będzie nieco poczekać (ah te tłumy!). To miała być taka opcja na after-pomuzeowy. Obserwacja nie była jednak miła, wiek klienteli poszybował nieco w górę, pod ścianką sponsorską przeciskali się 40-paro letni celebryci fryzjerzy-tancerze-projektanci. To już bardzo subiektywna ocena, ale większość osób wydała się tam... skrajnie nudna. Jak z tego samego katalogu: koszula - pasek.z.logo - lakierki. Typ pracownika InwestBanku, który raz na tydzień lubi "poszaleć". Czy ktoś przegapił małą stylową rewolucję? Poczucie indywidualności? Wszystko polane wszechobecnym klepaniem się po dupciach, w rytm "fajnie jest". Większość towarzystwa stanowili zatem ludzie którzy raczej "bywają" niż się bawią. Tłumy mnie zniechęciły na tyle, że obranie kursu na najbliższą stację Metra było najlepszą opcją.
Więcej miłych, wyluzowanych i dobrze wyglądających chłopców (orientacji wszelakiej) można było spotkać ten nocy chociażby na Placu Zabaw. Ba, więcej moich znajomych znalazło się właśnie tam. Rozumiem jednak taki "target" klubu. Miejsce ma zarabiać pieniądze, a nie tylko ładnie wyglądać.
Reasumując. Czy nadal potrzebne nam takie miejsce jak Utopia? Jeśli ktoś lubi coś udowadniać światu i sobie - owszem. Jeśli ktoś lubi dobrą klubową muzykę w sterylnych warunkach - także. Jeśli Twoja ekspresja imprezowa jest na poziomie M. Szpaka lub jesteś mniej męski niż Edyta Górniak - pewnie też. Ale czy nadal potrzeba miejsca, które będzie jedynym, gdzie można się chronić i czuć swobodnie? Czy też obecnie swobodnie można czuć się w dziesiątkach innych? Czy Utopia nie jest już tylko cieniem siebie z lat świetności, a wcale nie potrzeba miejsca które uczyło by Warszawę jak się bawić? To już pytanie otwarte.
Jeszcze 2-3 lata temu Utopia była dla wielu jedyną opcją w Warszawie, gdy myślało się o dobrej zabawie. Dziś, jest tylko jedną z wielu możliwości do wyboru. I taką pozostanie.
Do zobaczenia Utopio za jakieś 1 - 1.5 miesiąca. Gdy wszyscy już pobłyszczą i się polansują, można będzie bezpiecznie odwiedzić. Na razie nie czuje by to miał być znowu "mój" klub, chociaż na pewno będzie najlepszym "branżowy" lokalem w tym kraju.
czwartek, 10 maja 2012
Czemu lepiej być przystojnym niż ładnym, oraz inne o urodzie
"Jestem niski i brzydki" przeczytałem. Może by to była trafna samokrytyka, gdyby nie mówił tego chłopiec ze wzrostem dokładnie 183 i na prawdę ładną, fotogeniczną buzią. Chodziło oczywiście mu o to, że "nie będę modelem". Więc zapewne jestem niski i brzydki...Fashion Weeki, K Magi i Top Model poprzewracało młodzieży kanon urody. Teraz, by być ładnym trzeba być modelem. W innym przypadku, należy się pogrążyć, zamknąć w sobie i narzekać. W końcu albo jest się brzydkim, albo modelem, nie ma nic przejściowego.
Oczywiście, wszystko to w czasach gdy więcej osób ma własną "agencję" niż studia, a modelowanie stało się bardziej popularne niż picie Frugo. Co tylko potęguje w nich poczucie "brzydoty".
Całkiem poważnie, to niezły problem. Działanie durnych, wygórowanych i mediowych wzorców na młode acz chłonne główki. Niczym anorektyczni mówiące "jestem za gruba" nie jeden chłopiec i dziewczynka mówi "nie jestem ładny, brakuje mi tak wiele do modela z agencji X".
Z całkiem innej beczki, zawsze uważałem, że korzystniej być PRZYSTOJNYM, niż ŁADNYM. Nawet tylko średnio przystojnym, bez ekscesów. Bycie ładnym mija, bardzo szybciutko nieraz. Ładny młodzieniec obudzi się w wieku 2X lat z ręką w nocniku, odkrywając, że jego urok gdzieś prysł. Wszelkie kokieterie urodą nie będą już miały sensu bycia. Bycie przystojnym to perspektywa dobrego samopoczucia na znacznie dłużej...
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Świat się zmienia...
... a promocja homoseksualizmu zatacza swe kręgi (nadawał bym się do partii prawicowej z taką narracją?).
Świat się zmienia. Polska się zmienia. Rzeczy zarezerwowane jeszcze całkiem niedawno dla chłopców, którzy lubią innych chłopców - stają się czymś dostępnym i dla szerszej grupy. Jeszcze całkiem niedawno chłopiec w skinny rurach, w modnym płaszczyku dwurzędowym, porządnej koszuli i czystych butach był automatycznie materiałem do podrywu.
Teraz przestał to być tak jednoznaczne. Długie włosy, miłe rysy twarzy i grzywka nie oznaczają, że nie lubi takowy jedynie cipek. Nawet chodzenie do spelun pokroju Glam tego nie oznacza. Czasem po prostu marnuje się czas na podryw takiego delikwenta.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Na nowym
Blog mój (zwany także notatnikiem) zmienił adres, nazwę, acz zachował poprzednie notki.
Czemuż to? Powodów jest kilka.
Czemuż to? Powodów jest kilka.
środa, 21 marca 2012
Redefinicja terminu: związek
Spotykam się czasem z tymi radosnymi tekstami.
„Czemu ty właściwie kogoś nie masz? Przecież jesteś całkiem <tu wstawić
odpowiednie miłe określenie: inteligentny, ogarnięty, dojrzały, nie taki patologiczny na jakiego wyglądasz>”. Faktycznie, to bardzo poważny argument by
kogoś mieć.
Mam wrażenie, że przeważający procent
pedalskich związków (zapewne i z 80%) opiera się na posiadaniu kogoś do
pokazania się w towarzystwie (klubie dajmy na to), stałym partnerze seksualnym
(ważna sprawa), czy wspólnych zakupach (nowy szaliczek to ważna sprawa także).
Spotyka się zatem dwóch miłych chłopców (nie jestem miły, bynajmniej), którzy decydują się być
razem. W końcu wśród miłych chłopców jest zawsze miło. Bez zbędnej refleksji następuje pakowanie się w relację, która nie do końca ma wyznaczony kierunek. Lub tym kierunkiem jest równia pochyła.
Widzę to podczas rozmów z osobami, które się niedawno rozstały.
Okazuje się, że niewiele one wiedzą o swoich (byłych) partnerach. Troszkę
ogólników, troszkę rzeczy które można spostrzec już po jednonocnej randce.
Jak napisałem w jednej z poprzednich, nieco
chaotycznej, notce związek to coś więcej niż chłopiec do towarzystwa. Jeśli
zaczyna się poważnie zakładać możliwość utworzenia statusu związku, nie można zaczynać
poszukiwań z myślą o poszukiwaniu kogoś wyłącznie w celu zagaszenia uczucia samotności. A tak właśnie robi większość.
Szukamy pasji i intrygującej nowości, nawet
jeśli ma być na pograniczu patologicznej relacji. Nie ciepłego ciałka koło
siebie.
Ps. chciałbym się znowu zauroczyć...
Ps. chciałbym się znowu zauroczyć...
czwartek, 16 lutego 2012
"Nie szukam gwiazd" i "spoza środowiska"
Portale randkowe (gejowskie) posługują się własnym, hermetycznym językiem. Poza pozytywnymi określeniami "konkret", "spoza środowiska" czy "bez skojarzeń", pojawiają się także pejoratywne jak "gwiazda" czy "zwichnięty nadgarstek". Często jest to język wskroś prymitywny, ale jednocześnie rozumiany tylko przez wąskie grupy.
Zajmijmy się zatem dziś "gwiazdami" i "spoza środowiska".
Są to określenia hermetyczną podgrupę, wchodzącą w skład grupy homoseksualistów szukających randek na portalach randkowych. Są to określenia o tyle ciekawe, że nieakceptowalne powszechnie. Gdy część osób używa ich śmiertelnie poważnie, inni uważają je za pastisz, a jeszcze inne za przejaw prostactwa, prymitywizmu i homoseksualnego dna społecznego.
"Spoza środowiska" to typ pracusia, studenta, robotnika (a może i wojskowego) który nie chadza nigdzie gdzie może być skojarzony ze środowiskiem homoseksualnym, nie bywa w żadnym ciekawym miejscu, ogólnie przykładny polak katolik (dla sąsiadów). Zapewne nie wie nawet co to Plan B. "Gwiazda" to negatywne określenie osoby którą zna każdy, ma znajomych gejów w liczbie powyżej 30. Pomijam tutaj kwestie ubioru i image, gdyż nie jest istotna dla tego opisu.
I wiecie co? Im więcej żyje w tym mieście, tym bardziej chciałbym poznać kogoś "spoza środowiska" kto nie będzie "gwiazdą".
O marnych szansach poznania kogoś "nowego" pisałem kilka postów niżej. Wygląda to bowiem tak. Poznajesz nową osobę, atrakcyjną, wzbudzającą nadzieje i pozytywne rokowania. Szybko okazuje się, że macie jednak 50 wspólnych znajomych. Możesz po nich poznać klimat w jakich się obraca, styl życia jaki preferuje. Pokaż mi swoich znajomych, powiem Ci kim jesteś. Ona oczywiście dowiaduje się też ciekawostek o tobie, Ty o niej. W najgorszym wypadku, okazuje się, że główne jej zajęcie to owe "gwiazdorzenie" w hermetycznym środowisku tychże znajomych. I szlag trafia jakąkolwiek możliwość wzajemnego poznawania się, przecież już wszystko o sobie wiecie, wpisujecie się w schemat środowiska.
Jakże zatem chciałbym poznać kogoś "spoza środowiska" raz na jakiś czas. Może pozostaje łapać, tych rokujących, gdzieś na rogatkach warszawy? Nim nie zdążą się popsuć i nie dostrzegą mojego popsucia?
Zajmijmy się zatem dziś "gwiazdami" i "spoza środowiska".
Są to określenia hermetyczną podgrupę, wchodzącą w skład grupy homoseksualistów szukających randek na portalach randkowych. Są to określenia o tyle ciekawe, że nieakceptowalne powszechnie. Gdy część osób używa ich śmiertelnie poważnie, inni uważają je za pastisz, a jeszcze inne za przejaw prostactwa, prymitywizmu i homoseksualnego dna społecznego.
"Spoza środowiska" to typ pracusia, studenta, robotnika (a może i wojskowego) który nie chadza nigdzie gdzie może być skojarzony ze środowiskiem homoseksualnym, nie bywa w żadnym ciekawym miejscu, ogólnie przykładny polak katolik (dla sąsiadów). Zapewne nie wie nawet co to Plan B. "Gwiazda" to negatywne określenie osoby którą zna każdy, ma znajomych gejów w liczbie powyżej 30. Pomijam tutaj kwestie ubioru i image, gdyż nie jest istotna dla tego opisu.
I wiecie co? Im więcej żyje w tym mieście, tym bardziej chciałbym poznać kogoś "spoza środowiska" kto nie będzie "gwiazdą".
O marnych szansach poznania kogoś "nowego" pisałem kilka postów niżej. Wygląda to bowiem tak. Poznajesz nową osobę, atrakcyjną, wzbudzającą nadzieje i pozytywne rokowania. Szybko okazuje się, że macie jednak 50 wspólnych znajomych. Możesz po nich poznać klimat w jakich się obraca, styl życia jaki preferuje. Pokaż mi swoich znajomych, powiem Ci kim jesteś. Ona oczywiście dowiaduje się też ciekawostek o tobie, Ty o niej. W najgorszym wypadku, okazuje się, że główne jej zajęcie to owe "gwiazdorzenie" w hermetycznym środowisku tychże znajomych. I szlag trafia jakąkolwiek możliwość wzajemnego poznawania się, przecież już wszystko o sobie wiecie, wpisujecie się w schemat środowiska.
Jakże zatem chciałbym poznać kogoś "spoza środowiska" raz na jakiś czas. Może pozostaje łapać, tych rokujących, gdzieś na rogatkach warszawy? Nim nie zdążą się popsuć i nie dostrzegą mojego popsucia?
piątek, 20 stycznia 2012
środa, 18 stycznia 2012
środa, 4 stycznia 2012
Kiedyś poszukiwałem inteligentnego partnera
"Kiedyś" poszukiwałem inteligentnego partnera. Ostatnimi czasy za intelektualistę zaczynam uważać kogoś, kto potrafi napisać zdanie podrzędnie złożone, zakończone kropką. Na portalu randkowym.
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Nikogo tu już nie poznam
W Warszawie dochodzi się do tego momentu, gdy zna się już wszystkich.
Nawet gdy kogoś jeszcze nie znasz - okazuje się, że de facto jednak go znasz.
Starczy, że przejrzysz "rodzinne" zdjęcia z imprez, domówek i posiadówek by łatwo rozrysować sieć powiązań i zależności. A przez nie stworzyć szybki szkic sposobów na spędzanie czasu, preferowanych rozrywek i poziomu intelektualnego współtowarzyszy.
Niby istnieje kilka różnych towarzystw. Nakładające się na siebie towarzystwa zawsze mają jednak co najmniej kilka punktów wspólnych. Młode wilczki nim zdążą dojrzeć i nauczyć się swojego zdania, zostaną zepsute i przetrawione przez jedno z towarzystw.
Każdy podryw który będziesz chciał zrealizować, zostanie skomentowany publicznie w gronie A lub B. Do grona C dotrze jako anegdota. Popsuta opinia w gronie A przełoży się też na inne grona.
Natomiast dodaniu każdego nowego znajomego na FB, napiszą do niego stada "zatroskanych" by poinformować go kim jesteś, z kim spałeś i jaki z Ciebie drań. Lub co na ten temat słyszeli.
Generalnie - jest źle. To tak w ramach informacji startowych, na czym stoisz w nowym 2012.
Nawet gdy kogoś jeszcze nie znasz - okazuje się, że de facto jednak go znasz.
Starczy, że przejrzysz "rodzinne" zdjęcia z imprez, domówek i posiadówek by łatwo rozrysować sieć powiązań i zależności. A przez nie stworzyć szybki szkic sposobów na spędzanie czasu, preferowanych rozrywek i poziomu intelektualnego współtowarzyszy.
Niby istnieje kilka różnych towarzystw. Nakładające się na siebie towarzystwa zawsze mają jednak co najmniej kilka punktów wspólnych. Młode wilczki nim zdążą dojrzeć i nauczyć się swojego zdania, zostaną zepsute i przetrawione przez jedno z towarzystw.
Każdy podryw który będziesz chciał zrealizować, zostanie skomentowany publicznie w gronie A lub B. Do grona C dotrze jako anegdota. Popsuta opinia w gronie A przełoży się też na inne grona.
Natomiast dodaniu każdego nowego znajomego na FB, napiszą do niego stada "zatroskanych" by poinformować go kim jesteś, z kim spałeś i jaki z Ciebie drań. Lub co na ten temat słyszeli.
Generalnie - jest źle. To tak w ramach informacji startowych, na czym stoisz w nowym 2012.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







