wtorek, 1 marca 2011

"Przegrałem życie", czy jakoś tak

Zdarzają się takie wydarzenia, które uświadamiają wam, że coś ułożyło się w waszym życiu nie tak. Nie muszą być wielkie, widowiskowe i epickie. Po prostu nagle się trafiają, stawiając Cię w sytuacji w której wiesz, że nie jesteś w stanie z nią nic zrobić. Często są głupie niczym dramaty gimnazjalistów.

Mamy 1 marca, niejaka Kylie Minogue rozpoczęła nową trasę koncertową, właśnie odwiedza Berlin. Miałem tam być. Jak na każdym koncercie, każdej ulubionej gwiazdy który sobie zaplanowałem przez ostatnie 3 lata. Jeszcze kilka miesięcy wiedziałem, że tam będę, to było jasne jak 2 + 2. Teraz wiem, nie będzie mnie tam, nie dam rady, nie mam jak.
Powiecie "przecież to tylko koncert plastikowej gwiazdki pop". Pewka, można i tak na to patrzeć. To tylko koncert. To tylko plany. Jednak jak napisałem czasem takie "to tylko" powodują największe frustracje. Bo generalnie są setki ważniejszych rzeczy w życiu. Ale pilnowanie rachunków, utrzymywanie mieszkania, przeglądanie paragonów z Tesco i wykreślanie na co Cię obecnie nie stać, jest jego cholerną prozą.

However.

Zabawne, bo ostatnio i tak bardziej ekscytuje się na koncert nieco bardziej niszowego Patricka Wolfa, niż towarzyszącej mi wiele lat Kylie. Zmiany? Mniej plastikowe odbieranie rzeczywistości? Kto wie.

Jedno jest pewne, po to zaczynam coś nowego, pracę 10h dziennie, zajęcia dorywcze zamieniam na stałe, bym już nigdy więcej nie musiał sobie w takich sytuacjach odmawiać. Cholera, trzeba by jeszcze wreszcie skończyć oficjalnie studia.


Wideo - Tam mnie nie będzie.