Jest wtorkowy, deszczowy wieczór (swoją drogą, wieczory zaczynają się już niepokojąco szybko). Popijając aromatyczną kawę umilam sobie czas czytając fragmenty dzienników Mrożka. Jakże wieloma zdaniami można opisać codzienność, gdy jest się do tego predysponowanym ponad przeciętność. Gdy nie sprawia nam to wysiłku.
Zapewne nikt 50 lat temu w najśmielszych wyobrażeniach (nikt poza Lemem, dodajmy uczciwie ;) ) nie przypuszczał, że pisanie dziennika stanie się nie tylko tak banalne, ale także i tak powszechne. Zmieniając także formę, nie każąc już sobie czekać na publikację lata, a będąc dostępnym w sekundy.
Pytanie w jakim stopniu piszemy je nadal dla siebie, a w jakim dla innych. Czy ta wirtualna forma ma jakąś wartość. Czy przetrwa dłużej niż rok.
Statystyki mówią dość jednoznacznie. Ktoś mnie czyta. Ktoś śledzi, nawet czasem regularnie. Czasem nawet, ku mojej radości, ktoś prywatnie ze mną dyskutuje o tym co napisałem. Mogę więc uprawiać ekshibicjonizm.
Wywiązałem ostatnio rozmowę. Ktoś stwierdził, że taki ekshibicjonizm, upublicznianie, transparentność swojego życia czyni nas mniej podatnymi na cudze ataki. Im mniej tajemnic, tym trudniej nas jakąś szantażować, zaskoczyć. Tym mniej musimy uważać. Tym jesteśmy mniej dwulicowi.
Jedni piszą więc na blogu o swoim życiu erotycznym, problemach z odbytem, albo związkach. Inni nie robią problemy ze swojej nagości, bo manifestują, że w ten sposób nie mają nic do ukrycia ("o matko, pokazał siusiaka!"). W pewien sposób ukróca to szepty za plecami. Jak bowiem można szeptać o czymś co jest faktem publicznym, nie usłyszy się "a bo ludzie mówią", skoro sam o tym mówię. Mało w tym sensu. Poza tym, nie ukrywanie faktów które mogą zostać uznane za wstydliwe, krzyczy, że wcale się ich nie wstydzimy.
Zresztą, tu nie tylko o prowadzenie życia publicznego na blogu chodziło...
Czasem najtrudniej dla wszystkich zapytać o opinię najbardziej zainteresowanego. Mamy więc nie tylko dziennikowy wentyl bezpieczeństwa od zapomnienia, ale także swoisty punkt informacyjny. Nie chciało by mi się pisać dzienników do szuflady. Po prostu nie jestem w ułamku tak fascynujący jak Mrożek...
Zatem, niedługo napiszę Wam czego się boję. To dopiero akt odwagi.