- Powinieneś się spotykać tylko z kimś z olbrzymią siłą psychiczną by Cię okiełznać.
- Nie wiem o czym mówisz - zaśmiałem się lekko, chociaż doskonale wiedziałem o czym mówi, przecież każdego przed tym ostrzegałem.
- Oj wiesz o czym mówię - jakby odgadł.
- Tak, wiem, wiem. Ale przecież każdemu to mówię, jeśli tylko czegoś od mojej osoby chce. Lubię panować nad każdym, ale czekam czy zjawi się ktoś kto będzie umiał zapanować nad mną. Albo po prostu przy kim będę mógł odsapnąć, bo będziemy tak skrajnie kompatybilni.
- Czyli jednak myślisz poważnie o relacjach z innymi? A to Ci!
- Zakładam, że zawsze się to może zdarzyć.
- Nie znam Cię długo, ale polubiłem Cię na swój sposób. Tylko ta twoja nieznosząca sprzeciwu...
- Oj, to nic takiego. Po prostu chciałbym żeby wszyscy myśleli tak jak ja - wzruszyłem cynicznie ramionami, śmiejąc się pod nosem.
Można by z Tobą dyskutować o tym godzinami - powiedział, dopinając guzik w koszuli.
Czas było odprowadzić go do drzwi i położyć się spać. Dobijała już przecież 5 rano, a ja obiecałem sobie wstać następnego dnia nieco wcześniej niż zwykle. To był ostatni raz kiedy go widziałem. I pierwszy zarazem.