wtorek, 9 marca 2010

Melancholizm i Pryncypializm

Być może nie każdy wie jaka jest etymologia słowa "gej". Oczywiście to kalka "gay". Razem z wychodzeniem na prostą i walką o pozytywne postrzeganie anglojęzyczni pederaści stworzyli też nowe, nacechowane pozytywnie, określenia. Tak więc słowo "gay", niegdyś oznaczające (za wiki) tyle co "carefree", "happy", "bright and showy" stało się określeniem homoseksualisty. Ot tak, pozytywnie i poprawnie politycznie. Do rzeczy jednak. Jakby nie patrzeć "gay" oznacza więc mniej więcej tyle co "wesołek" czy "szczęśliwiec".

Jakby na to nie patrzeć, określenie "wesołek" jest jednym z najbardziej trafnych określeń jako mogło się nam trafić. Jest bowiem szczególnie ironiczne, lekko zawadiackie. Najlepsze bowiem, że idealnie pasuje, bowiem geje to właśnie takie wesołki.
Mistrzowie w pokazywaniu na zewnątrz jak bardzo fajnie jest, jak beztrosko się nam żyje i ile szczęścia dostarcza każdy dzień i każda szalona impreza. Jak bardzo mamy wszystko w dupie, a problemy są gdzieś tam daleko.

Oczywiście każdy ma problemów znacznie więcej niż przeciętny obywatel. Wielu żyje w ciągłej melancholii, bojąc się przyszłości i marząc o czymś innym niż akurat mają. Te standardowe problemy, jak samotność, wieczna niestałość relacji międzyludzkich, potrzeba związku, liczne zdrady i cały katalog tym podobnych. Te mniej standardowe, jak rodzice którzy Cię nienawidzą, chory, niekoniecznie na grypę, przyjaciel. Najbardziej rozsądni uświadamiają sobie, że będą na starość i tak sami, bez rodziny (bo i skąd?), pewnie bez partnera, czując się w swoim ciele nieatrakcyjnym i nadal patrząc z potęskniwaniem na nastolatków.

Wesołość na pewno nie wynika z solidarności grupowej, czy poczucia wspólnoty. Tej najczęściej nie ma. To takie życie jak darkroom, nigdy nie wiesz kto i z której strony Cię wydyma.

Jeśli poznalibyście mnie jakieś 5 lat temu i ja bym był takim "wesołkiem". Nieco później nauczyłem się stwarzać barierę ochronną w koło siebie. I odkryłem, że bycie chociażby dupkiem może być świetnym mechanizmem ochronnym.

Sam zastanawiam się ostatnio jak to się dzieje, że nie popadłem przez ostatnie miesiące i lata w stuprocentowy alkoholizm, imprezoholizm, czy też nie zacząłem poprawiać sobie humoru i tętna wszelkimi dostępnymi środkami chemicznymi na które przecież całkiem mnie stać.
Wszystko to oczywiście zawdzięczam wrodzonemu i wpojonemu przez dom rodzinny pryncypializmowi i drylowi. Każda rzecz nielegalna lub wątpliwa moralnie jest tutaj naganna. I tyle. Dryl wyprał mnie z emocji, a bezwzględność ułatwia życie.

Zatem, skoro nie jest zbyt fajnie, właściwie skąd z nas takie "wesołki"?

Trzymajcie się ciepło, oby do wiosny! :)