wtorek, 28 września 2010

Dzienniki, transparentność życia codziennego

Jest wtorkowy, deszczowy wieczór (swoją drogą, wieczory zaczynają się już niepokojąco szybko). Popijając aromatyczną kawę umilam sobie czas czytając fragmenty dzienników Mrożka. Jakże wieloma zdaniami można opisać codzienność, gdy jest się do tego predysponowanym ponad przeciętność. Gdy nie sprawia nam to wysiłku.
Zapewne nikt 50 lat temu w najśmielszych wyobrażeniach (nikt poza Lemem, dodajmy uczciwie ;) ) nie przypuszczał, że pisanie dziennika stanie się nie tylko tak banalne, ale także i tak powszechne. Zmieniając także formę, nie każąc już sobie czekać na publikację lata, a będąc dostępnym w sekundy.

Pytanie w jakim stopniu piszemy je nadal dla siebie, a w jakim dla innych. Czy ta wirtualna forma ma jakąś wartość. Czy przetrwa dłużej niż rok.
Statystyki mówią dość jednoznacznie. Ktoś mnie czyta. Ktoś śledzi, nawet czasem regularnie. Czasem nawet, ku mojej radości, ktoś prywatnie ze mną dyskutuje o tym co napisałem. Mogę więc uprawiać ekshibicjonizm.

Wywiązałem ostatnio rozmowę. Ktoś stwierdził, że taki ekshibicjonizm, upublicznianie, transparentność swojego życia czyni nas mniej podatnymi na cudze ataki. Im mniej tajemnic, tym trudniej nas jakąś szantażować, zaskoczyć. Tym mniej musimy uważać. Tym jesteśmy mniej dwulicowi.
Jedni piszą więc na blogu o swoim życiu erotycznym, problemach z odbytem, albo związkach. Inni nie robią problemy ze swojej nagości, bo manifestują, że w ten sposób nie mają nic do ukrycia ("o matko, pokazał siusiaka!"). W pewien sposób ukróca to szepty za plecami. Jak bowiem można szeptać o czymś co jest faktem publicznym, nie usłyszy się "a bo ludzie mówią", skoro sam o tym mówię. Mało w tym sensu. Poza tym, nie ukrywanie faktów które mogą zostać uznane za wstydliwe, krzyczy, że wcale się ich nie wstydzimy.
Zresztą, tu nie tylko o prowadzenie życia publicznego na blogu chodziło...

Czasem najtrudniej dla wszystkich zapytać o opinię najbardziej zainteresowanego. Mamy więc nie tylko dziennikowy wentyl bezpieczeństwa od zapomnienia, ale także swoisty punkt informacyjny. Nie chciało by mi się pisać dzienników do szuflady. Po prostu nie jestem w ułamku tak fascynujący jak Mrożek...

Zatem, niedługo napiszę Wam czego się boję. To dopiero akt odwagi.

poniedziałek, 27 września 2010

Postanowiłem "nie lubić" ludzi nieco mniej ostentacyjnie

Ostentacyjne dawanie do zrozumienia braku sympatii do danego osobnika miewa swoje wady.

Jedną z nich jest to, że może on nie zrozumieć powodów braku tejże sympatii. To daje pole do nadinterpretacji i dopowiedzeń. A takich luksusów, tak luksusów (!), nie powinniśmy im dawać.

Poza tym, zwykły brak sympatii nie oznacza "nie lubię Cię". Tak jak brak szacunku nie oznacza tego. Ah, skomplikowane.

Chociaż nadal nie wiem, jak dawano do zrozumienia niechęć do dalszego utrzymywania znajomości PRZED wynalezieniem Facebooka i usuwaniem się z listy znajomości. Ma ktoś jakiś pomysł?

poniedziałek, 6 września 2010

Rozmowy (1)

1.
- Więc strasznie bym chciał ten rower. Ale wiesz, on kosztuje jakieś 2 tysiące, a jakoś nie mam wolnych 2 tysięcy...
- Zatem może czas zmienić sposób utrzymywania się, pomyśleć o etacie? Będziesz miał go za co kupić
- Ale wtedy nie będę potrzebował roweru. Starzy ludzie nie jeżdżą na rowerach
- Znowu coś pieprzysz. Mnie dziś boli wątroba, to są prawdziwe problemy
- Ależ ja Ci niczym niestety w tej kwestii nie pomogę. Tak jak ty mi nie pomożesz. Niestety są rzeczy z którymi nie można nic zrobić.

2.
- Co Ty widzisz w tych nastolatkach?
- Odmładzają mnie. Czuje się w nich młodszy niż mam lat w kalendarzu. Świeżo, młodzieńczo
- Ale z nimi nie ma o czym rozmawiać nawet...
- To nie jest istotne. Splendor młodości jest istotny. Bycie czasem jednym z nich jest istotne. Ah, jakże bym chciał by moja młodość tak wyglądała jak ich wygląda.

3.
- Boje się zostania 30 letnią Ciotą, noszącą skórzaną kurteczkę, chustkę na szyi, skórzaną torbę na zgiętym nadgarstku i widoczne majtki podczas schylania się. Iście stereotypowym obrazkiem starszego homoseksualisty, oni wszyscy są tacy sami. Wiesz o czym mówię, prawda?