Ja wiem. Nazwa bloga wskazuje, że piszę tutaj z natury o życiu gwiazd warszawskiego światka homoseksualnego. A tutaj, jednak, pierwszy raz o czymś innym. W nazwie jest jednak jeszcze "warszawska", prawda?
Oddając hołd mojej rodzinie w Powstaniu Warszawskim, powinienem jednak coś wspomnieć. To, że służyli w oddziałach Abwehry (niemiecki wywiad wojskowy) nie ma tu wielkiego znaczenia, prawda?
Nie rozumiem. Czemu Polacy mają tak niesamowitą chęć do czczenia największych porażek, pomyłek i głupot w swojej historii?
Czemu robi się bohaterów z ówczesnej młodzieży, która dziś najprawdopodobniej zakwalifikowalibyśmy do bitnej grupy JP 100% a która chciała sobie postrzelać, totalnie ignorując, że przy okazji Niemcy nieco się wkurwią i rozładują swoją złość na bogu ducha winnych cywilach?
Czemu czci się coś co doprowadziło do całkowitej destrukcji całego miasta i całkowicie niepotrzebnej śmierci jakiś 120 - 130 tyś cywilów, kobiet, dzieci?
Czy w imię bzdurnych pogawędek o honorze nie warto było poczekać jeszcze parę tygodni aż wyzwolą miasto regularne oddziały wojskowe?
Tak. W dziwnym kraju przyszło mi egzystować. Obrońcy dwóch zbitych ze sobą desek pod Pałacem i czciciele nieudolnych zrywów patriotycznych.
Czuje dziś obrzydzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz