wtorek, 20 lipca 2010

Jebani optymiści

Jednoosobowa rodzina B. odpoczywała.

Rozłożył się na skórzanej kanapie w całkiem pustym salonie, z trudem wdychając gorące powietrze.
Może powinien sobie kupić kota? To już by był jakiś zalążek rodzinnych relacji. Musiał by dbać, karmić, doglądać. Być odpowiedzialnym. A on by był zależnym.
Byle nie psa. Są takie głupie...

Zatem jedyny członek rodziny B. odpoczywał. To były męczące i problematyczne czasy.
Choroba bliskich, jego problemy z empatią w takiej sytuacji, problemy lokalowe, finansowe, życie z pierwszego na pierwszego, topniejące ostatnie oszczędności, decyzje dotyczące dalekosiężnej przyszłości, użeranie się z chamami, oszustami, z codziennością.
Był zmęczony budowaniem relacji z ludźmi z którymi jedyne co go łączy, jest to, że wszyscy lubią męskie pośladki. A na których jest skazany, bo to niby jego "środowisko". Pesymizm codzienny połączył się z problemami które nagle nastały.

Wdychał swoim nie do końca sprawnym układem oddechowym gorące powietrze, patrząc w okno marzył o emigracji gdzieś za Odrę. I gdzie oni znajdą takiego cholernego pesymistę jak go zabraknie?