Osoby:
- BOHATER GŁÓWNY,
- X.Y., gdzie za X i Y można dobrać dowolne imię i nazwisko z szerszej puli
Wystawiane: na szeregu różnych scen, w różnych odstępach czasowych, jednak z pewną regularnością
- Widzisz, tu chodzi o to, że nawet jak idziesz koło mnie, czuję jakbym szedł sam. Nikt nie dokańcza moich zdań, nikt nie dopowiada moich myśli. Sam muszę dokańczać moje zdania, sam muszę dopowiadać swoje myśli...
- Czyli czujesz się...
- Samemu. Samotnie. Zaraz, jak myślisz, czy to synonimy?
- Chyba nie rozumiem nadal.
- To taka zbieżność umysłów. Albo się ją ma, albo nie. Widzisz, rozumiesz. To jak z tą ciszą, jest fajna jak nie jest niezręczna, bo oboje wiemy, że akurat teraz jej potrzeba.
- Tak, ale...
- Poza tym szacunek. Tak, szacunek. Szanuje niewielu, najczęściej po prostu bystrzejszych od siebie, imponujących mi. Bez niego, szacunku znaczy się, traktuje świat jak powietrze - fuuu, wzdycha poprawiając westchnięciem grzywkę - no, powietrze. Nie możesz mi tu wychodzić ze swoją głupotą.
- Powietrze?
- Więc sam widzisz jak nam ciężko. Znaczy mi ciężko, bo tu nie ma nas. Tak, tak. Indywidualizm to podstawa - obraca się na pięcie. Znika za kurtyną. Zatrzaskuje drzwi w mieszkaniu, kładzie się na łóżku pijąc czerwone wino, patrząc w sufit. Jest weekend. No to do następnego, gdy znajdzie się nowy X.Y.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz