Osoby:
- BOHATER GŁÓWNY,
- X.Y., gdzie za X i Y można dobrać dowolne imię i nazwisko z szerszej puli
Wystawiane: na szeregu różnych scen, w różnych odstępach czasowych, jednak z pewną regularnością
- Widzisz, tu chodzi o to, że nawet jak idziesz koło mnie, czuję jakbym szedł sam. Nikt nie dokańcza moich zdań, nikt nie dopowiada moich myśli. Sam muszę dokańczać moje zdania, sam muszę dopowiadać swoje myśli...
- Czyli czujesz się...
- Samemu. Samotnie. Zaraz, jak myślisz, czy to synonimy?
- Chyba nie rozumiem nadal.
- To taka zbieżność umysłów. Albo się ją ma, albo nie. Widzisz, rozumiesz. To jak z tą ciszą, jest fajna jak nie jest niezręczna, bo oboje wiemy, że akurat teraz jej potrzeba.
- Tak, ale...
- Poza tym szacunek. Tak, szacunek. Szanuje niewielu, najczęściej po prostu bystrzejszych od siebie, imponujących mi. Bez niego, szacunku znaczy się, traktuje świat jak powietrze - fuuu, wzdycha poprawiając westchnięciem grzywkę - no, powietrze. Nie możesz mi tu wychodzić ze swoją głupotą.
- Powietrze?
- Więc sam widzisz jak nam ciężko. Znaczy mi ciężko, bo tu nie ma nas. Tak, tak. Indywidualizm to podstawa - obraca się na pięcie. Znika za kurtyną. Zatrzaskuje drzwi w mieszkaniu, kładzie się na łóżku pijąc czerwone wino, patrząc w sufit. Jest weekend. No to do następnego, gdy znajdzie się nowy X.Y.
Notatnik chłopaka, mężczyzny, 25+, warszawiaka (acz nie od urodzenia), cynika, homoseksualisty, wiecznego singla, pracownika umysłowego, humanisty, niestabilnego emocjonalnie, wrednego, aspirującego, czasem bełkotliwego. Niegdyś "Warszafka Homoseksualna", dziś tylko Warszafka. Warszawa to bowiem stan umysłu, nie miejsce urodzenia.
niedziela, 13 czerwca 2010
środa, 2 czerwca 2010
Pierwszy i ostatni raz
- Powinieneś się spotykać tylko z kimś z olbrzymią siłą psychiczną by Cię okiełznać.
- Nie wiem o czym mówisz - zaśmiałem się lekko, chociaż doskonale wiedziałem o czym mówi, przecież każdego przed tym ostrzegałem.
- Oj wiesz o czym mówię - jakby odgadł.
- Tak, wiem, wiem. Ale przecież każdemu to mówię, jeśli tylko czegoś od mojej osoby chce. Lubię panować nad każdym, ale czekam czy zjawi się ktoś kto będzie umiał zapanować nad mną. Albo po prostu przy kim będę mógł odsapnąć, bo będziemy tak skrajnie kompatybilni.
- Czyli jednak myślisz poważnie o relacjach z innymi? A to Ci!
- Zakładam, że zawsze się to może zdarzyć.
- Nie znam Cię długo, ale polubiłem Cię na swój sposób. Tylko ta twoja nieznosząca sprzeciwu...
- Oj, to nic takiego. Po prostu chciałbym żeby wszyscy myśleli tak jak ja - wzruszyłem cynicznie ramionami, śmiejąc się pod nosem.
Można by z Tobą dyskutować o tym godzinami - powiedział, dopinając guzik w koszuli.
Czas było odprowadzić go do drzwi i położyć się spać. Dobijała już przecież 5 rano, a ja obiecałem sobie wstać następnego dnia nieco wcześniej niż zwykle. To był ostatni raz kiedy go widziałem. I pierwszy zarazem.
- Nie wiem o czym mówisz - zaśmiałem się lekko, chociaż doskonale wiedziałem o czym mówi, przecież każdego przed tym ostrzegałem.
- Oj wiesz o czym mówię - jakby odgadł.
- Tak, wiem, wiem. Ale przecież każdemu to mówię, jeśli tylko czegoś od mojej osoby chce. Lubię panować nad każdym, ale czekam czy zjawi się ktoś kto będzie umiał zapanować nad mną. Albo po prostu przy kim będę mógł odsapnąć, bo będziemy tak skrajnie kompatybilni.
- Czyli jednak myślisz poważnie o relacjach z innymi? A to Ci!
- Zakładam, że zawsze się to może zdarzyć.
- Nie znam Cię długo, ale polubiłem Cię na swój sposób. Tylko ta twoja nieznosząca sprzeciwu...
- Oj, to nic takiego. Po prostu chciałbym żeby wszyscy myśleli tak jak ja - wzruszyłem cynicznie ramionami, śmiejąc się pod nosem.
Można by z Tobą dyskutować o tym godzinami - powiedział, dopinając guzik w koszuli.
Czas było odprowadzić go do drzwi i położyć się spać. Dobijała już przecież 5 rano, a ja obiecałem sobie wstać następnego dnia nieco wcześniej niż zwykle. To był ostatni raz kiedy go widziałem. I pierwszy zarazem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)