sobota, 3 kwietnia 2010

Kolejne święta z rzędu, pierwsze święta w Warszawie

Ostatnio okres świątecznej absencji minął zdumiewająco szybko. Ledwo się zorientowałem, dopiłem trunki sprezentowane mi na Boże N. do końca, a już następne święta.

"Nie będzie mnie w święta w domu. Wiesz, że nie lubię takich zjazdów, gdy muszę udawać kogoś kim nie jestem. Jak poinformujesz rodzinę, że masz syna pedała to pomyślimy ;) "

Te święta jednak są dość nudne. Mało komercyjne, więc prawie jakby ich na ulicach nie było. Wódki od rodzinny za przyjazd też nie dostanę, a podróż za jajko mnie jakoś mało pociąga. Jedyne co łączy je z Bożym N. to tłumy Prawdziwych Polskich Katolików tłoczących się w każdym pociągu, jakby podróż akurat w ten weekend była warta większej sprawy.

Tak, postanowiłem spędzić te święta poza domem rodzinnym. Dokładnie to spędzić je w moim Kabackim mieszkanku. Czy miałem jakiś bardzo silny powód ku temu? Nie. Raczej pretekst. Nie lubię rodzinnych obiadów, tłoków w pociągu, innych bzdetów. W domu rodzinnym nawet nie święci się "jajeczek". Ot, ustawowy rodzinny obiad, któremu mówię NIE. Ale nie jestem draniem, odrobię moją nieobecność.

Warszawa przypomina miasto z godziną policyjną. Wszyscy Prawdziwi Warszawiacy wrócili do siebie do domu do Radomia, Lublina i innych tego typu. Pustki. Przyjemne pustki. Czy kiedy indziej można znaleźć miejsce siedzące w piątek o 16, w autobusie jadącym spod G. Mokotów do Metra?

A właśnie, jeśli znacie jakiegoś wykluczonego rodzinnie gejka, który nie jedzie do rodzinnego domu, możecie go wysłać do mnie. Upieczemy razem... e... zaraz, co się piecze na Wielkanoc?

Brak komentarzy: