sobota, 2 stycznia 2010

Zmiany (niekoniecznie noworoczne).

Nie lubię tak zwanych postanowień noworocznych. Jeśli chcemy coś w swoim życiu zmienić, nie potrzeba nam okrągłych dat i wielkich postanowień. Potrzebna nam tylko chęci. Zmiany wymuszone presją daty są dla tych którzy i tak ich zapewne nie dotrzymają.

Korzystając jednak z atmosfery ogólnych zmian i postanowień, mogę opowiedzieć o tym co zmieniło się u mnie ostatnio. A czego świadomość w pełni przypieczętowałem właśnie na przełomie dekady.

Każda ciota ma moment gdy pragnie być przebojowa. Popular, jak to ładnie amerykanie określają. I ja miałem długo ten okres. Wchodzi się zatem w relacje z innymi osobami które są "popular", by odpowiednio nakreślić się towarzysko. Nazwijmy to syndromem "chce znać każdego fajnego". Istotnym problemem jest jednak to, że taki dobór oznacza minimalne powiązanie. Ile można bowiem rozmawiać o koncertach Madonny, albo plotkować o partnerach seksualnych kogoś tam.

Problem pojawia się, gdy zaczyna to irytować. Jeśli ktoś jest cholerykiem jak ja, zaczyna to go irytować jeszcze bardziej. Brak powiązań intelektualnych zaczyna sprawiać, że tracę dla innych szacunek i cierpliwość. Oczywiście działa to obustronnie, oni tracą cierpliwość do mnie, irytacja i niechęć staje się obustronna. A gdy się kogoś nie rozumie, najlepiej go przecież "znielubić".

Kończy się to, mówiąc opisowo, że siedzę komentując przewracającymi oczyma pospolite rozrywki i zachowania znajomych. Zyskując przy tym etykietkę chama i buca, a jak wiadomo jestem po prostu cynicznym cholerykiem (nie mylimy pojęć! ;p ).

Ostatnio powoli otaczają mnie nieco inni. O ile otaczają to dobre określenie, nigdy nie byłem nadmiernie towarzyski i wchodzący w bliższe relacje. Na pewno jednak spędzam więcej czasu z tymi którzy są tego warci, a nie z tymi z którymi się powinno. I do których nie muszę się dostosowywać, bo ich nastoletnie główki nie rozumieją tego, że rzeczywistość może być odbierana inaczej niż ich oczyma, a bycie "fajnym" może mieć całkiem sporo aspektów.

Zmiana doboru towarzystwa przekłada się w bardzo dużej mierze na codzienność. 24 godziny dziennie to nie wiele, by spotkać się z każdym z kim można, trzeba dokonywać zgrabnej selekcji, a czym ona jest jak nie decyzja o codzienności.

Dobrze mi z tym. Nie żałuję też ostatnio, jak nigdy do tej pory, absolutnie niczego.

Ciepłego i udanego 2010, samych mądrych wyborów :)

Brak komentarzy: