Zostało mi zauważone, że z notek w tymże blogu cieknie pesymizmem.
Nie bardzo to rozumiem. Pragnę bowiem zapewnić, że moje życie nie jest obecnie wielkim kryzysem oraz retrospekcją stetryczałej cioty.
Wręcz odwrotnie. Jest mi całkiem dobrze.
Nie mam większych problemów, spokojnie żyje od pierwszego do pierwszego, na nikogo nie jestem wściekły, za nikim nie chlipię, ani za nikim się nie roztkliwiam. Nikt mnie nie krzywdzi specjalnie, ja nie krzywdzę nikogo.
Radość daje mi nawet dzisiejsza wizyta w Ikei. Nostalgia w idealnie ułożonych kuchniach (rozczulam się zawsze, chcąc taką), klopsiki sztuk 15, darmowa kawa dzięki karcie Ikea Famili (przyznaje, ukradłem ją komuś), Hot - Dog za złotówkę. Czego trzeba więcej?
Codziennie rano dodaje mi zaś energii (kiedyś to było "I feel love"):
PS. Znalazłem we wspomnianej Ikei idealną pozycję (książkową!). "Samotnicy: Przyjemności życia samemu"