niedziela, 4 października 2009

Starość (nie własna)

Moja mama powiedziała mi niegdyś, że powinienem zacząć się oglądać za równolatkami, a nie dziećmi. W jej pojęciu dziecko to oczywiście osobnik w wieku lat 18, 19.

Popatrzmy zatem. Mam 24 lata i kilka miesięcy. Cóż oferują równolatkowie?

Nie wiem czy to kwestia moich wymagań wygórowanych, zbytniego zapatrzenia w siebie czy krytycyzmu. Ale spora ilość plus-minus 25 latków wygląda... staro. Zakola, zmarszczki mimiczne i inne wspaniałe rzeczy, połączone jednocześnie z outfitem krzyczącym 'wcale nie mam tyle lat' i trampkami na gumkę. Składniki powodujące mimowolny odruch aseksualizmu. A i większości obecnych 20 latków czeka w moim wieku strata słodkiego uroku chłopca, na rzecz szarej codzienności.

Wybaczcie za te bardzo niskie wywody.

Zatem, pal licho. Przedstawię rodzicielce zapewne kiedyś kolejne 'dziecko'.

Brak komentarzy: