Uf! Wzdychnąłem wchodząc do mieszkania. Przywitało mnie wprawdzie (tradycyjnie) smrodem papierosów, a nie wymarzonym zapachem lawendy. Nauczyłem się już jednak z tym żyć. Jak do tej pory tylko jedną osobę próbowałem namówić do rzucenia. Bezskutecznie. Więcej prób nie deklaruję. Nie starając się nawet o bycie męskim poszurałem nogami do swojego pokoju, rzucając się na wygodny materac wzrokiem skierowanym w sufit.
Co istotniejsze, mija powoli trzeci miesiąc mojego stałego mieszkania tutaj. Początkowo był do pobyt uzależniony od woli dobrych ludzi, u których się zatrzymywałem. Chociaż nie jestem zgoła pewny, czy można ich tym przymiotnikiem określać, na pewno dobrze, że na nich trafiłem. Zostałem wprawdzie później odsunięty przez nich na bok, ale nie mam sił dociekać przyczyn. Imielin pojawił się przypadkiem i został do dziś dnia. Ciesząc mnie widokiem na Las Kabacki z okna, męcząc 16 minutami i 30 sekundami w metrze w jedną stronę.
Pozostaje kwestia, czy jestem zadowolony z tego okresu. Z jednej strony, na pewno mogło być lepiej, moje lenistwo nie pozwoliło żeby lepiej było. Nadal chociażby nie jestem magistrem, mimo uzyskania absolutorium. Z drugiej zdobyłem kilka nowych źródeł dochodu (matko, jeszcze trochę i będzie trzeba zatrudnić księgową ;) ), zawarłem kilka (oby) owocnych znajomości, zabrałem się poważnie za siebie i planuję dalszy rozwój. Nauczyłem się też kilku rzeczy, ale o nich może kiedy indziej.
Jedno jest pewne. Tyle jeszcze przede mną!
Tylko na litość. Czy musi być już tak zimno?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz