wtorek, 20 października 2009

To co powinno cieszyć

Po całonocnej, sobotniej udanej zabawie w klubie dla zblazowanych, nielubiących się nawzajem ciot zostałem całkiem sam. O ile towarzystwo wszelakie pomaga ukoić mi nerwy i większość problemów, samotnie potrafię wybuchnąć w 30 sekund.

Wracałem metrem z łzami w oczach, przez całe 16 minut i 30 sekund trasy. Chcę płakać, chcę wyć, powtarzałem sobie w myślach. Co za głupota. Rzecz która powinna przyprawić mnie o radość i szczęście (w ramach tak zwanego świętego spokoju) doprowadziła mnie do łez i smutku.

Racjonalnie oceniwszy z perspektywą czasu moje problemy, jak zawsze doszedłem do wniosku, że nie chodzi o nikogo innego poza mną samym. Ale to nie miejsce na wypluwanie wniosków, totalnym ekshibicjonistą mimo faktu posiadania bloga stawać się nie zamierzam.

Gdańsk, kurwa.

Zauważyłem także, że co najmniej trzy osoby które trafiło nieszczęście zadurzenia się w mojej osobie, posiadały na ścianach domowych plakaty filmowe 'Ta, Jy i Wszyscy których znamy'. Doprawdy nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć tego zjawiska. Może po prostu przyciągam określony typ ludzi? Aż taką niszą jestem?

sobota, 10 października 2009

Stare, naiwne czasy

Robiąc dość tradycyjne przeszukania swojego dysku twardego natknąłem się na to zdjęcie.

To były zamierzchłe czasy, mojego pierwszego profilu na portalu dla gejów. Jak każdy wystraszony nastolatek (tak, nastolatek jeszcze!) nie chciałem pokazywać siebie. Miałem jednak już wtedy pewną skłonność do wyróżniania się. Zatem profilowym zdjęciem stało się...

Moja romantyczność wtedy miała chyba okres szczytujący.

Czasy się zmieniają. Dziś najprawdopodobniej trafił by tam obrazek wielkiego chuja.


poniedziałek, 5 października 2009

Rezultaty

Uf! Wzdychnąłem wchodząc do mieszkania. Przywitało mnie wprawdzie (tradycyjnie) smrodem papierosów, a nie wymarzonym zapachem lawendy. Nauczyłem się już jednak z tym żyć. Jak do tej pory tylko jedną osobę próbowałem namówić do rzucenia. Bezskutecznie. Więcej prób nie deklaruję. Nie starając się nawet o bycie męskim poszurałem nogami do swojego pokoju, rzucając się na wygodny materac wzrokiem skierowanym w sufit.

Co istotniejsze, mija powoli trzeci miesiąc mojego stałego mieszkania tutaj. Początkowo był do pobyt uzależniony od woli dobrych ludzi, u których się zatrzymywałem. Chociaż nie jestem zgoła pewny, czy można ich tym przymiotnikiem określać, na pewno dobrze, że na nich trafiłem. Zostałem wprawdzie później odsunięty przez nich na bok, ale nie mam sił dociekać przyczyn. Imielin pojawił się przypadkiem i został do dziś dnia. Ciesząc mnie widokiem na Las Kabacki z okna, męcząc 16 minutami i 30 sekundami w metrze w jedną stronę.

Pozostaje kwestia, czy jestem zadowolony z tego okresu. Z jednej strony, na pewno mogło być lepiej, moje lenistwo nie pozwoliło żeby lepiej było. Nadal chociażby nie jestem magistrem, mimo uzyskania absolutorium. Z drugiej zdobyłem kilka nowych źródeł dochodu (matko, jeszcze trochę i będzie trzeba zatrudnić księgową ;) ), zawarłem kilka (oby) owocnych znajomości, zabrałem się poważnie za siebie i planuję dalszy rozwój. Nauczyłem się też kilku rzeczy, ale o nich może kiedy indziej.

Jedno jest pewne. Tyle jeszcze przede mną!

Tylko na litość. Czy musi być już tak zimno?

niedziela, 4 października 2009

Starość (nie własna)

Moja mama powiedziała mi niegdyś, że powinienem zacząć się oglądać za równolatkami, a nie dziećmi. W jej pojęciu dziecko to oczywiście osobnik w wieku lat 18, 19.

Popatrzmy zatem. Mam 24 lata i kilka miesięcy. Cóż oferują równolatkowie?

Nie wiem czy to kwestia moich wymagań wygórowanych, zbytniego zapatrzenia w siebie czy krytycyzmu. Ale spora ilość plus-minus 25 latków wygląda... staro. Zakola, zmarszczki mimiczne i inne wspaniałe rzeczy, połączone jednocześnie z outfitem krzyczącym 'wcale nie mam tyle lat' i trampkami na gumkę. Składniki powodujące mimowolny odruch aseksualizmu. A i większości obecnych 20 latków czeka w moim wieku strata słodkiego uroku chłopca, na rzecz szarej codzienności.

Wybaczcie za te bardzo niskie wywody.

Zatem, pal licho. Przedstawię rodzicielce zapewne kiedyś kolejne 'dziecko'.