środa, 30 września 2009

Codzienność

Moje co dwudniowe, dwugodzinne treningi służą mi. Nie tylko mam motywację, by zaczynać dni wcześniej niż zwykle, ale ponadto dodają mi energii. O celach statusowych, czyli chociażby niwelowaniu mojego garba (rzeczy powszechnej wśród wysokich, schylających się na co dzień do karzełkowatych) nie wspomnę.

Dodam, gwoli pedalskiej rzetelności, że towarzystwo na tychże treningach bywa nieraz bardziej apetyczne niż w piątkowe wieczory na Jasnej. Ja oczywiście staram się ostentacyjnie nie zwracać uwagi na to co mnie otacza, zajmując się na nich głównie sobą i moją, prześwitującą przez białe dresy, pomarańczową bielizną. Zresztą, oceniając trzeźwo, jestem i tak tam najmłodszy, więc wolno mi na fanaberie.

Tymczasem zimny wiatr zaczyna smagać moje nadwrażliwe uszy. Tak, idzie jesień. Chociaż nie mam ochoty nawet tego głośno mówić.

Brak komentarzy: